Pod nogami powoli tracę grunt i sama nie wiem czy wyjdzie mi to na dobre czy raczej sprowadzi mnie do dna, jestem trochę rozczarowana tym wszystkim ale muszę sobie poradzić, bez względu na wszystko. w moim życiu coraz częściej gości rozczarowanie i uczucie beznadziejności choć odnosiłam wrażenie, że sytuacja jest bardziej stabilna i że już nic mnie nie zawiedzie. stało się i z każdym dniem coraz bardziej utwierdzam się w tym, że ludzie są okropnie skomplikowanym i bezdusznym stworzeniem, aż trudno w to uwierzyć. ja sama coraz częściej zaczynam żałować wielu podjętych przeze mnie decyzji, wielu życiowych dróg które wybrałam. liczę, że spojrzę jeszcze kiedyś na to wszystko i uśmiechnę się szczerze, myśląc że jednak wyszło mi to na dobre. ja muszę żyć z tym dalej bo w sumie to nie da się nic zrobić, a jeżeli się da to wymaga to ode mnie zbyt wiele siły i chęci a u mnie chyba już tego brak. muszę się mocno zawziąć żeby zdobyć te szczyty, które obrałam sobie na cel i choć to wszystko jest jeszcze daleko to już teraz muszę zacząć zbierać siły, które są niezbędne.
Patrząc jednak na to wszystko od tej strony pozytywnej to dobrze jest w końcu zrozumieć, że żyje się w niezgodzie ze samą sobą i ze swoimi przekonaniami, cieszę się że zrozumiałam to dziś, a nie jeszcze później. Przede mną wiele pracy, ciężki tydzień i pracowity weekend. Ale czekam na jutro, będzie dobrze jeżeli dopisze nam pogoda, wtedy na pewno dobrze spędzimy popołudnie. A teraz ja uciekam do nauki, której przede mną bardzo dużo. Wracam niebawem :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz