cześć,
całkiem długa przerwa od męczenia Was moimi wypocinami dziś dobiegła końca i pewnie z własnej woli mnie by tu nie było bo odwlekałam ten moment jak tylko się dało. W sumie to sama nie wiem dlaczego, chyba w moim życiu uzbierało się za dużo spraw, o których chciałabym Wam napisać i za bardzo nie wiedziałam jak to ubrać w słowa. Nie wiem dlaczego używam czasu przeszłego bo nadal nie wiem jak to napisać ale mam nadzieję, że jakoś to będzie. dam radę ;)
mamy wakacje, w sumie to wielkimi krokami zbliża się ich koniec ale ja już dziś mogę uznać je za cudne, po prostu. przede wszystkim mój czas wypełnił słoneczny (aż dziwne) Manchester i brązowo włosa okularnica przy boku. podsumowując czas, który tam spędziłam, a było go na prawdę dużo bo aż miesiąc, to nie żałuję i stawiam wielkiego plusa. nie było jak z bajki- to oczywiste, ale przeżyłam tysiąc cudnych chwil, wiele godzin w autobusie, tryliard momentów wypełnionych uśmiechem, niestety ale tylko 22 godziny pracy, ogrom godzin spędzonych na oglądaniu filmów, kilka wypitych piw, mnóstwo dobrego jedzenia, kawa ze Starbucksa, trochę czasu spędzonego na cudownej Picadilly, spotkania z rodziną, zakupy. wszystko było super- mimo wszystko. całą resztę puszczam w niepamięć, najważniejsze jest to, że miałam przy sobie moją kobietkę, a z nią nic mi nie jest straszne, nawet autobus który kończy trasę w cholerę drogi od domu i nieznanym jeszcze punkcie miasta!
super lody, szkoda że tylko z wyglądu były takie smakowite,
jednak nie ma to jak sprawdzone ulubione smaki u Jankowskich!
Picadilly, w czarno-białej odsłonie nie mają tego samego uroku-
centrum miasta tętniącego życiem, mnóstwo uśmiechniętych ludzi,
którzy często wyglądają przedziwnie, czasami dobra muzyka,
mam nadzieję, że jeszcze nie raz tam zagoszczę bo to jedno z
moich ulubionych miejsc w MCR!
zupełnie nowy smak, który powoli znika z mojej pamięci.
całkiem smaczny wynalazek, szczególnie w gorące dni
schłodzone trunki tego typu sprawiają że można odetchnąć
super smak gazowanego tymbarka. dziwi mnie to, że
spotkałyśmy w Anglii polski napój, którego tu za żadne
skarby znaleźć nie mogę! :(
kawusia, która udoskonaliła nam dzień, trochę mniej
smaczna niż zazwyczaj ale nie ma co narzekać bo to i tak
była najlepsza opcja ze wszystkich możliwych!
o ile dobrze pamiętam była to niedziela, karuzela w Ashton,
super spędzone popołudnie!
to nie wiem z jakiego powodu ale bardzo lubię!
wizyta w świetnym parku na Ashton, fajnie jest w środku miasta
znaleźć miejsce zupełnie odcięte od tego całego zgiełku,
gdzie można w ciszy, towarzystwie fajnych ludzi i ładnym miejscu, odpocząć.
to raczej pozostawię bez komentarza :D
urzekło mnie, przepełnione uśmiechem moim i moich super ludzi!
i znów my w kolejnym fajnym miejscu,
długi spacer, piękne słońce, super spędzony czas!
zdjęcia świeżo zapisane na komputerze, nie robiłam z nimi nic więcej poza szerokim uśmiechem, który mimowolnie pojawiał się na mojej twarzy na ich widok. fajnie jest wspominać chwile zapisane w poszczególnych klatkach zdjęciowych, w sumie to bardzo chciałabym Wam też opisać te zdjęcia ale chyba nie chcę poświęcać na to tak dużo czasu a byłoby go potrzeba na prawdę wiele, mam nadzieję, że takie skrócone opisy będą okay!
do domu wróciłam na zaledwie trzy dni, nie zdążyłam się nacieszyć swoim łóżkiem, smakiem obiadków mamy i Pasłękiem samym w sobie, a wyjechałam do cudnej jak zawsze Warszawy. Sama w sobie może nie byłaby taka cudna, gdyby nie towarzystwo pięknych dam u mojego boku. Pierwszy dzień, a właściwie noc którą tam spędziłyśmy była piękna. Fajna muzyka, dobre towarzystwo i pyszne malibu z mlekiem. Idealna kompozycja. Kolejny dzień szybko nam się zaczął w porównaniu do następnych bo już o 11, naszym celem były Złote Tarasy i Starówka. Zakupy jak najbardziej udane, każda z nas znalazła coś dla siebie. Starówka skradła mi serce kolejny raz, mogłabym chyba ciągle tam spędzać czas. Powrót do domu, szybkie zakupy w netto i wieczorem piwo. Czwartek spędziłyśmy w Arkadii i nad Wisłą- Boże co za cudowne miejsce! Nie da się tego opisać, po prostu trzeba dam być. Powrót do domu, przygotowanie jedzenia, Sznaps, karty i cholernie długa noc, która sprawiła, że kolejny dzień zaczął nam się z czystymi kartkami, umysłami i sercami, a wszystko stało się łatwiejsze, dla mnie z pewnością! W piątek dwa razy odwiedziłyśmy starówkę, raz by w sercu miasta przeżyć 70 sekund ciszy z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego, a wieczorem na pokaz fontann. W domu kolejny raz karty, Sznaps i pyszne jedzenie, nieprzespana noc, balkon nad ranem i później sprzątanie. W sobotę wróciłam do domu. Pięknie było i mocno dziękuję za możliwość spędzenia czasu w pięknym miejscu z super ludźmi, z którymi już wszystko jest dobrze!
jedno z ładniejszych zdjęć zrobionych tego dnia,
wspomniana wcześniej Wisła <3
kawiarnie na starówce na prawdę kuszące,
niestety niektóre jedynie wyglądem,
mimo wszystko i tak nie było najgorzej.
z takim towarzystwem nie mogło być przecież źle :)
szkoda, że nie mamy takiego w pełnym składzie.
zdjęcie ze środy, zrobione pod pałacem kultury,
którego nie widać, ale obiekty na zdjęciu są dużo bardziej interesujące :D
miła niespodzianka, a właściwie dwie niespodzianki
na początek naszej Warszawskiej przygody
nie wiem co w nim takiego nadzwyczajnego ale polubiłam je!
kolejny raz ja
i na koniec kolejne z moich ulubionych! :)
tu opisy niestety trochę bardziej ukrócone ale moja wena już powoli się wypala :(
od prawie tygodnia moje miejsce jest w Pasłęku. Dobrze mi tu, mimo wszystko. Zdążyłam już spędzić kilka kolejnych pięknych chwil przede wszystkim dzięki obecności mojego blond chłopca, który zrobił mi niesamowitą niespodziankę, inlove. Niewiarygodne jak bardzo można się za kimś stęsknić w miesiąc. Teraz na kolejne dni nie planuje żadnych wyjazdów, ale chcę te wakacje wykorzystać w pełni tak jak robiłam to do tej pory. Wiele mnie one nauczyły, wiele dzięki nim zrozumiałam ale tu nie będę o tym pisać, to takie moje osobiste refleksje, które swoje miejsce znajdą w moim pamiętniku. Wam mogę powiedzieć, że jestem niesamowicie szczęśliwa i wszystkie sprawy, które mnie otaczają w końcu trafiły na właściwy tor. Póki co uciekam z powrotem do łóżeczka, które co chwile ogrzewa słonko wychodzące zza chmur. Deszczowa pogoda była dziś dla mnie zbawieniem, bo męczyć się w domu ze słabym samopoczuciem to tragedia.
plac zabaw z Kubą, który lubi mnie zapewniać o tym,
że jest moim misiem!
moje ulubione w towarzystwie mojej największej miłości
<serduszka>
To chyba na tyle z moich wypocin, dałam z siebie wszystko i mam nadzieję, ze jakoś to będzie. Ściskam i wracam za jakiś czas, P!





















