te dni dały tlen moim płucom,
dziś oboje wiemy, że te dni już nie wrócą
Wiedziałam, że ten moment nastąpi, ale nie spodziewałam się, że tak szybko. Pora to jakoś ładnie podsumować, żebym za kilka lat przypadkiem na to wpadła i uśmiechnęła się szczerze do monitora czytając to co tu właśnie napisze. Te trzy lata, najcudowniejsze trzy lata mojego życia przeleciały mi przez palce tak szybko, że nawet nie zasmakowałam na dobre się w tym wszystkim, a okazuje się, że to koniec. Jak dziś pamiętam moje pierwsze niepewne kroki, kiedy 1 września 2009 roku wchodziłam do klasy numer 24 i myślałam tylko 'cholera jasna, co ja tu robię. przecież jestem jeszcze dzieciak, to za wcześnie na gimnazjum' ale później, później już wszystko poleciało. Pierwsza ławka, środkowy rząd, Pani ciepłym głosem mówi plany na następny dzień, myśli się stopniowo uspokajają. Pewniej myślę o najbliższej przyszłości. Jestem całkowicie spokojna, wychodzę z klasy i myślę "chyba nie będzie aż tak źle, nie jestem tu sama!". No i mijały kolejne dni, nawiązywały się przyjaźnie, znajomości, zdobywałam pierwsze gimnazjalne oceny, jestem dumna z siebie, że daję radę. Później jakiś skok, odechciewa mi się wszystkiego, chcę znów wrócić do podstawówki, ze którą w głębi serca tęsknię- ale sytuacja się normuje, chęci wracają, jest dobrze. No i zima- jestem w Giżycku cudnie. Szybko mijają miesiące, po zimie wiosna, lato. No i upragnione wakacje, ale już chwilę później narastająca tęsknota do gimnazjalnej przyjaciółki, do gimnazjalnej klasy, ławki w szkole, kolejki na dożywkę, zeszytów, książek, sztucznych i szczerych uśmiechach na korytarzu. Dobrze mi zrobiła przerwa, mam ochotę żeby się starać, więcej uśmiechu jest we mnie, ze mną już cudowne wakacje, najlepsze w moim życiu. Wracam, znów mamy wrzesień, endorfiny we krwi buzują niesamowicie, jestem szczęśliwa, że jestem w szkole, czekałam na to. Wszystkie sprawy, które w zeszłym roku zostały podburzone, teraz wyszły na prostą. Entuzjazm narasta. Miął wrzesień, październik, listopad. No i mamy grudzień- przełom. Przerwa świąteczna, ferie i zimowisko-Iława, było pięknie. Wracam do szkoły, no i pół roku, prawię najpiękniejsze pół roku w moim życiu, mija jak z bicza strzelił. Beznadziejne wakacje, w trakcie których zacieśniła się przyjacielska wieź, jedyny plus z ich trwania. Odliczam dni do roku szkolnego. Każdy wieczór spędzam na romantycznych rozmowach przez telefon, wspominaniu i oglądaniu Ferdusia, fenomenalnie, kurczę fe-no-me-na-nie! 17 sierpień- pierwszy wpis w moim pamiętniku, jestem z siebie dumna i obrastam w piórka. No i mamy kolejny wrzesień, mija pół roku, które było pełne wzlotów i upadków, ale dałam radę, nie byłam z tym sama. Sytuacja staje się bardziej klarowna. Zaczynam żyć pełnią życia, staram się o stopnie (w końcu to ostatnia klasa) , mija pierwszy semestr. Później drugi, który opiszę już bardziej szczegółowo. Mamy luty, naprawiamy wszystko co się da, bez żadnego oporu wchodzę w najlepszy układ jaki mogłam. Odzyskuję nadzieję na lepsze jutro, szczęście mną przemawia. Dostaję najlepszego smsa w moim życiu, prowadzę najlepszą rozmowę w moim życiu, odkrywam to, czego nie widziałam nigdy wcześniej, chwytam za ręce przyjaciół i zdobywamy świat. Marzec- podejmuje decyzje, która do dziś wnosi w moje życie bardzo wiele, rozbłyskują mi się w oczach światełka nadziei na lepsze jutro. Wszystkie co tylko może zaczyna się układać, marzenie. Patrycja jest szczęśliwa. Kwiecień, jest świetny, pierwsze słońce, życie nabiera nowego sensu. Odkrywam kolejne karty życia, znów jest dobrze, bardzo dobrze. No i mamy maj, delikatne problemy ze zdrowiem, ale nie jest źle. Bo to najcudowniejszy maj w moim życiu, zdecydowanie. Czerwiec, ja- świadoma, że to już niedługo koniec tej całej sielanki, jestem przerażona końcem roku, przerażona do teraz. Boję się i nie chcę. Muszę wybrać szkołę i wybieram. Planuję moje życie, ale cholera jasna, nie chcę tego robić. Jestem jeszcze dzieckiem, mam na to czas, a oni mi mówią, ze muszę, no to skoro muszę, to robię. Środa, 21 czerwiec-dowiaduję się, że na moim świadectwie będzie czerwony pasek-szczęście. Piątek, 22 czerwiec-widzę wyniki testów, jestem z siebie dumna-szczęście x2. Sobota, 23 czerwiec-polonez, wieczorek, czuję się spełniona, jest cudownie- szczęście x3+ niepewność, bo wiem, że ten koniec już blisko. No i jestem tu dziś jest czwartek 28 czerwca, siedzę z zeszklonymi oczami, na samą myśl o tym wszystkim oczy automatycznie napełniają się łzami. Nigdy już nie zobaczę tych wszystkich twarzy, będę tęsknić za wszystkim. Bez wyjątków. Chcę wakacji, a później wrócić znów do szkoły na 3-go maja, do mojej klasy, do mojej 3h, do 24, kurde. Cofnijmy się o jeden rok, jeden jedyny roczek, przecież to tak niewiele. A uszczęśliwi mnie tak bardzo, szkoda, że to nie takie łatwe. Dziękuję Bogu, że na mojej drodze spotkałam takich ludzi, że mogłam spędzić w ich towarzystwie całe trzy lata, najlepsze trzy lata mojego życia. Teraz mam tylko nadzieję, ze kiedyś jeszcze ich spotkam w tych samym gronie na jakimś spotkaniu po latach. I życzę im wszystkim dużo szczęścia, tak w ramach podziękowania, za to że byli, bo to najważniejsze. Chciałabym jeszcze tak wiele powiedzieć, ale nie sposób wszystkiego opisać tu w jednej notce. Idę korzystać z pierwszego dnia wakacji, w sobotę ognisko, czekam z niecierpliwością, 8 sierpnia kolonia, będzie fantastycznie. I powoli przyzwyczajam się do myśli, że we wrześniu już maszeruję o krok dalej. Kocham z całego serca i nigdy nie zapomnę.

mieliśmy wszystko, a nie mieliśmy nic.
rozpaliłaś ognisko w mym sercu jak nikt.
mieliśmy wszystko, teraz nie mamy nic.
byliśmy wtedy blisko, a tak daleko dziś.