wtorek, 13 sierpnia 2013

ki$$

Lato nam płata figle i szybciej niż powinno zaprasza na swoje miejsce jesień, 
słabo mi się to podoba ale dam radę.
Szczególnie teraz, kiedy żegnam to zapyziałe miasto na kilka pięknych dni.
Marzę tylko o pięknym słońcu i delikatnym wietrze, 
które aż będą zachęcać żeby piąć się dalej i starać się chwytać chmur.

Mało mnie ostatnio wszędzie, czas spędzam bardziej w świecie realnym
niż wirtualnym. Staram się czerpać z wakacji jak 
z najgłębszej studni, w której odkrywam same dobre rzeczy.
Uczę się wszystkiego na nowo, bo ludzie zbyt często mnie zawodzą,
więc nieustannie muszę coś naprawiać, nie w moich stosunkach 
z nimi bo na to już za późno ale w sobie, po to by nie tracić
kolejnych bliskich mi osób. Jestem pewna, że 
teraz przy sobie mam tylko najbliższych, nikogo więcej 
do szczęścia mi nie trzeba, dam więc wolną rękę losowi, który
rozłoży karty jak tylko chce, wiem, że z moimi przyjaciółmi sprostam
każdym przeciwnościom, wiem że nie rozdzieli nas nic.
To tak cholernie uszczęśliwia i na swój sposób daje poczucie bezpieczeństwa.

Moje wakacje są piękne, na prawdę. W przeciągu tych 47 dni przeżyłam
więcej niż przez wszystkie wcześniejsze wakacyjne miesiące razem wzięte.
Spotkały mnie chwile skrajnego smutku i skrajnego szczęścia. 
Nauczyłam odnajdywać się w wielu sytuacjach, o których wcześniej
nie miałam zielonego pojęcia. Piękne chwile, których nie zapomnę nigdy, 
bo będzie bardzo trudno zapomnieć zagubienia się w sercu mojego kraju, 
trudno będzie zapomnieć godzin zakupów, wydania prawie wszystkich 
pieniędzy w pierwszy dzień, które miały starczyć na kolejnych 4, 
trudno zapomnieć biletów wyproszonych, wszystkich chwil w oczekiwaniu 
na komunikację, muchy, obiadów, zimnej wódki, spacerów, widoków, zdjęć,
ludzi, uśmiechów, gołębi, chwil milczenia, szybkich decyzji,
kąpieli i nocy spędzonych w wyborowym towarzystwie.
uśmiech od ucha do ucha na samą myśl.

Tu na miejscu też spotkało mnie wiele przyjemności, 
godziny spędzone na działkach i na kocu, wszystko otulone
atmosferą wartą ucięcia ręki, serce próbujące dotknąć nieba,
długie spacery, deszcz nad głową, czas spędzony nad kartami,
wspólnie spędzone noce, piękne filmy na monitorze, tysiące ciepłych 
słów, głośne burze, świetna muzyka, głupie zdjęcia, dobre jedzenie,
były też godziny trudnych rozmów i trochę wylanych łez, 
ale wszystkiemu sprostaliśmy, zawsze damy radę. 
W końcu nie wyrzuca się tego co się psuje, tylko z całych sił
stara się to naprawić, dużo jeszcze pracy przed nami,
ale sprostamy, bo kto jak nie MY.

na dziś to chyba tyle, wszystko i tak pisane pod presją, 
bardzo chciałam tu być i nie zawieść samej siebie, to przede wszystkim.
może na koniec podziękuję całym sercem każdemu kto przyczynił 
się choć trochę do tego, że te wakacje są najlepsze na świecie.
kocham Was, mocno :* 


moja ulubiona ślicznotka, której szczególnie dziękuję, że jest zawsze
i nawet kiedy kłócimy się to szybko wszystko się rozwiązuje,
bardzo ważne miejsce w moim serduszku. 
szach i WAT i jesteś moja, a niedługo Twój dzień i już
nie mogę się doczekać i wiem, że Ty też :* 






Obiecaj mi, że kiedyś odnajdziemy szczęście,
a wszystkie złe wspomnienia zamienimy w lepsze.

Choć wiele się zdarzyło, wiem, że stać nas na więcej.












sobota, 10 sierpnia 2013

summer jam

leniwie ciekną po szybach zachody słońca, 
a ja postanowilam coś napisać bo przecież mam dużo czasu :) 
pogoda w końcu zaczęła dopisywać i wakacje nabrały zupełnie innej barwy,
aż łatwiej sie obudzić rano kiedy słońce puka do okna i
delikatnie próbuje się dostać do pokoju i otworzyć mi oczy- uwielbiam takie poranki.
dzisiejsza noc trochę trudna, dwa smerfy zajęły moje łóżko i podłoga stała się 
najlepszym przyjacielem, ale dałam radę. lubię mieć je blisko siebie.

wakacje- piękny czas o którym chciałoby się powiedzieć tak dużo,
szczególnie o tych tegorocznych bo są naprawdę piękne, mimo wszystko.
już teraz na samą myśl tego, co mnie spotkało mam szeroki uśmiech na twarzy.
każda chwila spędzona z moimi mordeczkami do czegoś zobowiązuje. 
szkoda, że tak niewiele czasu spędzamy razem, ale jeszcze wszystko da się zmienić.
póki co czekam na poniedziałek, później środę i później koniec sierpnia
by razem z moim osobistym uśmiechem na literę M podbijać kolejne miasto.

ostatnio uświadomiłam sobie bardzo wiele ważnych dla mnie kwestii,
czas w końcu żyć teraźniejszością, nigdy nie będzie jak dawniej i to trzeba
w pełni zaakceptować, wraz ze wszystkimi skutkami. w końcu nic nie
dzieje się bez przyczyny. coś się kończy by kolejne rzeczy i znajomości
dały nam nowe rady na przyszłość, rady które pozwolą nam żyć pełnią życia.

moja głowa odmawia dziś pisania czegokolwiek, nie daje mi się skupić
chyba już żyje wieczornym koncertem, który jest na pewno dziś.
tymczasem ja uciekam do standardowych sobotnich czynności czyli
sprzątanie, sprzątanie, sprzątanie.

a Wam życzę miłego wypoczynku na te ostatnie tygodnie wakacji :*