cześć (:
dziś z mojej strony coś bardziej ambitnego bo mam ochotę wyżalić się i poczuć jak dawniej kiedy pisałam tu więcej i częściej, choć na moment wrócić do czasu kiedy wszystko było po mojemu i było całkiem cudownie. Jakieś 180 stopni temu moje życie wyglądało zupełnie normalnie, uśmiech był czymś na porządku dnia codziennego, a w głowie kołatały się same pozytywne myśli. Dziś wszystko odwrotnie. Poranna kawa jest tylko codziennym rytuałem a nie wywołującą uśmiech rozkoszą. Łóżko jest moim nierozłącznym przyjacielem a nie jak dawniej kochankiem na noc. Spędzam całe dnie z kocem i tą smutniejszą muzyką, która też jest zastępstwem szybszych, imprezowych kawałków, na których myśl w głowie przewija mi się , tysiące momentów zakrapianych alkoholem. To beznadziejne uczucie ustać się tym typem człowieka przed którym się zawsze uciekało. Stanowczo przyszedł czas by zmniejszyć obroty.. Przecież życie to nie tylko co weekendowe imprezowanie. W tak banalnie krótkim czasie stałam się tak sztucznie dorosła, a przecież to nie jestem ja. To nie ta sama uśmiechnięta Patrycja w dwóch warkoczach mówiąca wszystko z entuzjazmem, pełna energii i patrząca na świat przez różowe okulary. Kolejny raz zmieniłam się na siłę, na własną odpowiedzialność i z własnej woli- kolejny ciężki życiowy błąd. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że cholernie trudno będzie mi wrócić do niedawno utraconych ideałów. Ale dam radę, muszę dać radę, mam to przecież we krwi. O tym prawdziwym dorosłym życiu nie wiem zupełnie nic, mam jeszcze dwa lata to tej formalnej dorosłości, a do tej mentalnej jeszcze dalej. Na jaką cholerę więc zachciało mi się być dorosłą? Nie wiem, chyba chciałam udowodnić sobie i innym że potrafię być mniej dziecinna, że potrafię wypić, że potrafię pokazać swoją złość, obrazić się na kogoś, być zupełnie inną osobą niż zawsze. Ale przecież Patrycja taka nie jest, to tylko jakaś nędzna podróba, która chciała mnie zastąpić. Już wróciłam, ta dawna, lepsza Patrycja. Dużo czasu poświęciłam na przemyślenia i doszłam w końcu do celu. Tego, którego szukałam od dawna. To nie był zmarnowany czas. Zebrałam się na odwagę by stanąć do walki ze swoimi słabościami, jestem wygrana i szczęśliwa. Tak, jestem szczęśliwa dziś i jutro też będę bo mam dla kogo się uśmiechać i z kim ten uśmiech dzielić. Blisko mnie cudowni ludzie i choć nie zasługuję na to szczęście, które dają mi każdego dnia to będę się starać o to, by być coraz lepszą. Ta Patrycja już potrafi mieć przyjaciół i potrafi ich docenić. Straciłam już zbyt wiele, więc teraz mogę tylko zyskać. Tak nawiasem mówiąc to szalenie frustrujące uczucie być ciągle w centrum jakiegoś zamieszania, być ciągle o coś oskarżanym i czuć pod stopami dno tego całego syfu a jakim się znalazłam. Zbyt wiele toksycznych znajomości, zbyt wiele niedomówień i zbyt wiele uczuć we mnie. Czuję jak wszystko się we mnie gotuję, potrzebuję rozmowy żeby rozładować napięcie, dobrze że nie jestem sama, mam mojego nowego brata z kinder niespodzianki i 3 najlepszych na świecie przyjaciół, dziękuję, że nadal jesteście choć ja bywam tylko czasami. Zły ze mnie fundament na którym powinno się budować stałe związki, przyjaźnie i znajomości, trochę zbyt ruchliwa jestem w kwestiach uczuciowych ale jestem jeszcze dzieckiem i to moje wewnętrzne dziecko kocha najmocniej i najbardziej szczerze Was, tych którzy są bez względu na wszystko. Na dziś to tyle, mama mi przyniosła na pocieszenie duży kawałek ciepłej szarlotki z lodami śmietankowymi, muszę podnieść mój wskaźnik humoru to poziomu 100. Trochę przykro. xoxo, P.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz