no to nastąpił przełom, nie ma szczęścia ale jestem ja. Smutna i beznadziejna osoba, z której ktoś wypompował całe życie i uśmiech. Jednak malutki płomień nadziei ciągle we mnie się świeci, oby nie zgasł zbyt szybko, bo będzie wtedy zupełne dno, od którego będzie trudno się odbić. Poza tym to nienawidzę, kiedy ktoś mi zwraca uwagę na coś, co robi sam, paranoja. Idę męczyć moją zoraną już psychikę smutnymi kawałkami i kolejną porcją przemyśleń. Chyba, że jakiś słodki pyszczek wybawi mnie z opresji, liczę na to z całego serduszka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz