Sama się wstydzę moich dzisiejszych, złowieszczo czarnych myśli. Znów mi się burzy tok myślenia, który już dawno poukładałam w głowie, właściwie to można przywyknąć. Choć to przykre. Za to ja zostałam z jeszcze większym nieładem niż przed swoimi przemyśleniami, które przecież miały mi rozjaśnić jakąś drogę. Lubię utrudniać sobie życie. To nic, że doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że robię źle, sprawia mi to chwilową radość. No ale później, później to szkoda słów. Stoję przed trudnymi wyborami, więc przyszłości, proszę nie utrudniaj mi tego, nie skop mi tyłka i tak jestem już przerażona natłokiem spraw. No ale żyje się dalej, ja wskrzeszam w sobie optymizm i z uśmiechem (nie do końca szczerym, jeszcze.) maszeruję do kuchni, potarzać moje wczorajsze kucharskie wyczyny. I czekam na przełom we mnie ;-)
"-... i znowu zgubiłem ogon, i dom mi się rozwala!-
dokończył Kłapouchy z ponurą satysfakcją.
Kubuś z Prosiaczkiem spojrzeli po sobie.
-To może poszlibyśmy na wycieczkę?- zaproponował Miś.
-Czemu nie?- rzekł Osioł z rezygnacją.-
W końcu wszędzie mogę być nieszczęśliwy..."
moja ulubiona, na zawsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz